Kiedy zaczęłam medytować i po co to zrobiłam?

Nie wspominaj – zostaw co było.

Nie fantazjuj – zostaw, co być może.

Nie myśl – zostaw, co jest.

Nie badaj – nie próbuj zrozumieć.

Nie kontroluj – nie próbuj wywołać.

Odetchnij – rozluźnij się tu i teraz.

Tilopa

Cisza.

Pierwszy raz z głęboką motywacją usiadłam do medytacji pięć lat temu. W moim życiu wiele się wtedy działo – po ośmiu latach szczęśliwego małżeństwa mój mąż zmarł niespodziewanie na raka a ja zostałam sama w trudnym położeniu. Od tamtego momentu nie mogłam już kontynuować rozwoju naszej firmy więc straciłam źródło dochodu. Mieliśmy kredyt hipoteczny we franku szwajcarskim i teraz na mnie spoczęła odpowiedzialność za spłatę całego długu. Niestety konto było puste gdyż wszystkie środki zainwestowaliśmy w terapię onkologiczną. Jednak terapia się nie powiodła. Jedyną opcją było pozbyć się domu. Mimo iż zrezygnowałam z całego majątku to nadal pozostałam z długiem – po roku 2008 wartość kredytu znacząco przewyższyła wartość hipoteki. I tak dwunastego lutego, tydzień po moich dwudziestych siódmych urodzinach, stanęłam przed wyzwaniem: „Musisz uporządkować bałaganu z którym zostałaś i rozpocząć nowe życie”. Sprawa nie była prosta. Doskwierało mi fizyczne wyczerpanie, sił pozbawiał mnie ból po stracie, spać nie pozwalał lęk przed nieznanym. Pamiętam, że trudno było mi zebrać myśli aby stworzyć plan działania nie wspominając już samej aktywności. A poczucie wewnętrznego spokoju? Pozostawało w sferze marzeń… „Może kiedyś jeszcze poczuje spokój” – myślałam z niedowierzaniem.

Na szczęście kilka miesięcy po stracie ukochanego spotkałam swoich nauczycieli medytacji. Pamiętam ten moment bardzo wyraźnie. Trudno zapomnieć chwilę w której po długotrwałym cierpieniu przychodzi ukojenie. Wtedy doceniasz jego smak. To co poczułam po wspólnej medytacji z Lamą można porównać do sytuacji gdy nagle ktoś zamyka okiennice pomieszczenia wychodzącego na zatłoczoną i gwarną ulicę. Nastała cisza. Tik-tak – możesz usłyszeć dźwięk zegara. Bzzzzz- rejestrujesz dźwięk owada przelatującego obok ucha. Po długim czasie mogłam wreszcie być obecna w chwili teraźniejszej. Wcześniej nie byłam w stanie poczuć smaku kanapki, odczuwałam jedynie nieprzyjemne skręcanie w okolicach brzucha. Tak działa długotrwały stres. Gdy poznałam buddyjską medytację oraz praktykę Calligraphy Health System (medytację w ruchu) na powrót mogłam oddychać pełną piersią. Znów mogłam usłyszeć siebie, zamiast wysłuchiwać rozwrzeszczanych wątpliwości i uporczywych wspomnień. Mogłam siedzieć w ciszy i skupieniu, choć jeszcze chwilę temu nie miałam wyboru i biegałam aby zagłuszyć własne lęki. Systematyczna medytacja sprawiła, że świat (i mój umysł) spowolnił. Obserwowałam jak myśli i emocje przepływają i oddychałam głęboko. Wdech… Wydech. Rozpłakałam się. Ale tym razem nie ze smutku i tęsknoty lecz ze szczęścia i ulgi. Jakby ktoś dał mi szansę na nowe życie. 

Medytacja to był początek czegoś wspaniałego w moim życiu. Odzyskałam wolność. Mogłam pełną piersią oddychać. Od tamtej chwili medytuję codziennie. Od kiedy swoim doświadczeniem dzielę się w książkach, na blogu, na warsztatach  mam poczucie, że to trudne doświadczenie nabrało sensu. Dzisiaj uważam medytację za wspaniałą ścieżkę do zbudowania wewnętrznego nadmiaru i odkrycia własnego potencjału. 

W tym roku minęło pięć lat od przełomowych wydarzeń w moim życiu a ja nie tylko dzięki nim zbudowałam wewnętrzną moc, lecz także odkryłam co chcę w życiu robić. Bycie nauczycielem systemu uzdrawiania Calligraphy Health (metoda ta łączy w sobie praktykę Tai-Chi, Chi-gong i jogi. Uwalnia napięcie i stres skumulowany w ciele i umyśle) daje mi bardzo wiele radości. Dzięki medytacji mogę utrzymać pozytywne nastawienie do sytuacji i nie tracę go nawet wtedy gdy okoliczności są uporczywe. Mój nauczyciel – Lamy Ole Nydhal – mówi: “Im trudniejsza, bardziej uporczywa jest zewnętrzna lub wewnętrzna sytuacja, tym ważniejsza staje się w niej dbałość o swobodę, przyjaźń i humor”. 

Od pięciu lat codziennie siadam na poduszce medytacyjnej. Robię to bez względu na to czy przed nosem mam przyjemne, czy nieprzyjemne okoliczności. Medytuję zwłaszcza wtedy gdy sytuacja jest wymagająca. Robię to po to, aby móc utrzymać właściwy pogląd, aby zbudować dystans do własnych emocji i myśli. W dzisiejszym zabieganym świecie, medytacja staje się z jednej strony coraz bardziej modna z drugiej zaś ekskluzywna. Dla wielu osób medytacja kojarzy się z czymś orientalnym, z paleniem kadzideł, dziwnymi rytuałami czy też drogimi wyjazdami. Na całe szczęście nie musimy nigdzie wyjeżdżać aby zacząć medytację. Nie musimy też szukać specjalnych warunków bowiem jak mówi mistrz medytacji: “pod pojęciem medytacji należy rozumieć utrzymywanie umysłu w skupieniu na jednej rzeczy – może się to dziać albo za pomocą jakiegoś przedmiotu czy też punktu odniesienia (np. oddech), albo bez niego. Istnieje nieograniczona liczba sposobów koncentrowania umysłu. Jeżeli się w tym ćwiczymy, w pewnym momencie budzi się w nas mądrość (…)”. Gdy więc zrozumiesz istotę tej praktyki twój trening wydarzy się w życiu codziennym. Ja medytuję w ciągu dnia kilka razy dziennie i nie zawsze oznacza to formalną medytację na poduszce medytacyjnej. Czasami wystarczy, że w trudnej sytuacji skupiam uwagę na strumieniu powietrza, który wpływa przez czubek nosa a dźwiękom i myślom pozwalam przepływać nie oceniając ich.  I działam. 

Kochana, czekam w komentarzu na Twoją historię, kiedy zaczęłaś medytować lub co Cię powstrzymuje, żeby zacząć.

– Ściskam

DS

Jeśli chciałabyś, aby poprowadziła dla Ciebie medytację, to skorzystaj z kolekcji medytacji, które po zakupie możesz pobrać na swój telefon i mieć przy sobie już zawsze: