Nigdy nie byłam poprawna 🤷🏼‍♀️ zawsze mówiłam, to co myślę. Często spotykałam się z niezrozumieniem. Żyjemy w rzeczywistości w której wciąż „nie wypada”, „nie można”, „nie da się”.

Przez lata nauczyliśmy się tłumić siebie a gdy przychodzi chwila, że nie możemy już powstrzymać ciśnienia w sobie – wybuchamy. Trochę mi zajęło nim zauważyłam, że istnieje różnica między mówieniem tego co się myśli, a mówieniem, które niesie wartość.

Nie zawsze to co miałam do powiedzenia, wnosiło w życie innych coś dobrego 🤷🏼‍♀️ Nie zawsze był właściwy moment na to, aby to wypowiedzieć. Nie zawsze miało to sens.

Żyjemy w kulturze skrajności. Albo siebie tłamsimy albo popadamy w drugą skrajność – wyrażamy siebie tak „dosadnie” i jesteśmy sobą tak „prawdziwie”, że zostajemy sami bo trudno innym wytrzymać w tej energii 🤷🏼‍♀️

Jak z tego wybrnąć? Mogę jedynie powiedzieć ci co ja zrobiłam. Zaczęłam zadawać sobie kilka rzeczowych pytań:

🙏 „Czy to co chce powiedzieć wniesie coś wartościowego w życie drugiego człowieka lub do tej sytuacji?”

🙏”Po co to mówię? Jaka intencja za tym stoi?”

🙏 „Czy jeśli tego nie powiem to sytuacja lub ta osoba na tym stracą?”

Czasami mówiłam – bo czyściło to sytuacje.

Czasami mówiłam – bo wiedziałam, że to pokaże jakiś niewidoczny aspekt.

Czasami mówiłam – bo mogło to zainspirować.

Czasami mówiłam – bo ktoś tego potrzebował.

Czasami mówiłam – bo ja tego potrzebowałam.

Czasami mówiłam – bo to było jedyne rozwiązanie.

Niesamowite jest jednak to, jak często musiałam zamilknąć. Bo moja wypowiedz po zadaniu tych pytań okazywała się mało znacząca, nie wnosiła nic konstruktywnego a jedynie pochłaniała uwagę lub energię.

Ostatecznie po latach mówię dużo mniej. Naprawdę 🤷🏼‍♀️. Słowa nie wylewają się ze mnie potokiem, nie prowadzę nieustającej narracji na temat rzeczywistości, mniej oceniam, częściej rezygnuje z zajmowania stanowiska. Bywają sytuacje, że tylko słucham i nie mam zdania. Dzisiaj nie musze go mieć zawsze i wszędzie.

To wpłynęło jeszcze na jedną sprawę – zaczęłam mieć większy szacunek do swojej mowy. Nie zawsze oczywiście mi się to udaje – zwykle nie udaje się wtedy, gdy pojawiają się silne emocje. Jednak te kilka prostych pytań sprawiło, że bardziej świadomie używam mowy. Co nie oznacza, że nie potrafię odciąć czegoś co jest szkodliwe, postawić granicy, lub zabrać zdania. Potrafię gdy czuję, że to jest ważne. Ale nie zawsze jest ważne. Bo czasami lepiej jest razem pomilczeć lub pooddychać, pośmiać się lub popłakać, przytulić albo posłuchać szumu fal.

Usłyszałam kiedyś takie zdanie: „Uważaj na swoje słowa, bo gdy opuszcza twoje usta nie masz już nad nimi władzy”. Dlaczego o tym mówię teraz? Bo uważam, że to jest ważny temat. Myślę, że to co mówimy i jak słuchamy wpływa na nasze relacje.

Chce budować z ludźmi z którymi mam kontakt karmiące relacje. Co przez to rozumiem? Że wzrastamy w tej relacji – Ty i Ja. To jest wymiana. Nie zawsze się udaje ale warto próbować. Nie ze wszystkimi będzie nam po drodze, nie z każdym będziemy mogli się zrozumieć, nie zawsze będzie po równo, czasami będzie jednostronnie, czasami pojawi się pomieszanie, napotkasz niejasne intencje i inne trudności ale w końcu spotkasz te osobę.

I to będzie początek przyjaźni 🙏

Co myślisz? Warto zacząć rozwijać swoją mowę? Widzimy się na żywo o godz. 10:00 na Poranku ze Skalską – będziemy mówić między innym o tym jak się komunikować, zeby budować karmiące relacje. Bądź ze mną koniecznie 🙏

P.S. Kochane przypominam ze już ostatnie dni żeby dołączyć do semestru lipiec – styczeń w Akademii Pozytywnej Egoistki. 30 czerwca zamykamy nabór.