Wiele naszych poranków tak wygląda, a weekendy to już z całą pewnością.

Uwielbiam się tulić i celebrować bliskość. Czasami w łóżku kotłuje się z nami jeszcze DJ ale nie zawsze, wtedy gdy jesteśmy razem.

Gdy byłam mężatką, nie tak dawno bo jeszcze 6 lat temu, nie mogłam sobie wyobrazić, aby budzić się inaczej niż w ramionach męża. Udany związek utożsamiałam z tym, że wszystko trzeba robić razem, niezależność wpędzała mnie w smutek. Dzisiaj rozumiem, że nie ma jednego modelu szczęśliwego partnerstwa. Gdy kochamy więcej niż raz w życiu to może się wydarzyć, że zbudujemy kompletnie różne relacje. I to jest bardzo piękne, bo pokazuje nam bogactwo możliwości.

Życie od chwili, gdy się rodzimy do chwili, gdy umieramy zaskakuje nas, wytrąca ze schematów i wygodnych rozwiązań. To nas uczy pokory i niewzruszoności. Nie spałam w nocy bo wczoraj minęło 6 lat od kiedy zmarł Tomek. Nie myślałam o tym, ale spać nie mogłam – na poziomie energii wszystko wirowało. Tak jest rok w rok od 6 lat. Dlaczego?

Bo są w naszym życiu takie momenty, które zakrzywiają rzeczywistość i nic już nie jest takie samo. Tak było 12 lutego 2015 roku. I w ciszy serca zawsze w tym dniu uświadamiam sobie, że każda chwila powinna być pełna znaczenia, bo życie jest krótkie.

Dlatego celebruję przytulasy z Milką i nie żałuje czegoś, co w danej chwili się nie wydarza czyli tego, że nie budzę się akurat w ramionach DJ. Bo to co się wydarza, jest zazwyczaj wystarczająco karmiące.

Zgadzasz się ze mną?

Karmiącej soboty Kochana ❤️